Pamięć o Kołdyczewie trwa…

Tragedia wojny dotknęła każdego z nas. Faszyści, by zrealizować swe plany ludobójstwa, wiosną 1942 roku w okolicach wsi Kołdyczewo niedaleko szosy Baranowicze-Nowogródek założyli obóz. To miejsce zawsze będzie miejscem smutku, żałoby po ofiarach, bo w tym miejscu zginęło ponad 23 tys. ludzi różnych narodowości, w pobliskim lesie znajduje się około 30 mogił zbiorowych…

3 lipca 2008 roku uroczyscie otwarto Memorial PamięciZ inicjatywy Związku Polaków na Białorusi z udziałem Zjednoczeń Żydow Cyganów oraz przy wsparciu władz miejscowych cyklicznie, pod koniec czerwca, pod pomnikiem odbywa się więc żałobny z udziałem przedstawicieli mniejszości narodowych, władz, Stowarzyszenia Rodzin Kołdyczewskich z Polski. Głownym pomysłodawcą projektu upamiętnienia pomordowanych w obozie kołdyczewskim był sp. Józef Lichuto.

Przez ZPB zorganizowana jest ochrona i utrzymanie w należytym stanie zabytków i miejsc pamięci narodowej, opieka nad polskimi grobami i cmentarzami wojennymi. Corocznie członkowie sprzątają cmentarze, przynoszą kwiaty, zapalają znicze.

Teren obozu ogrodzono kilkoma rzędami drutu kolczastego, zbudowano schrony bojowe, ustawiono reflektory, w ziemię wkopano czołgi. Do ochrony wykorzystywano wytresowane psy. Dla więźniów postawiono i przysposobiono zimne baraki, specjalnie dla obsługi zbudowano piętrowy budynek administracji.

W obozie, gdzie praca była  niezmiernie ciężka panował reżim głodowy, co wywoływało epidemie chorób zakaźnych. Pomocy medycznej nie tylko nie świadczono, lecz stwarzano warunki do większego rozpowszechnienia chorób i zwiększania śmiertelności. Więźniom zakazano kontaktów ze światem zewnętrznym.
Więźniowie pracowali po 10-12 godzin dziennie w bardzo trudnych warunkach: przy wydobyciu torfu w lodowatej wodzie (norma 1550 płyt dla mężczyzn i 1150 dla kobiet), a także przy produkcji cegieł, mydła, wyrobów stolarskich, garbarskich, butów, ubrań oraz beczek. Spali więźniowie na 3-4 piętrowych pryczach bez pościeli na cienkiej warstwie słomy. Zimą pomieszczeń nie ogrzewano. Karmiono więźniów trzy razy dziennie „bałandą” – zaparzoną w wodzie mąką żytnią. To, co nazywano „chlebem”, wydawano po 150 g na osobę, od 1944 r. po 140 g. Wszyscy nosili znaczki na ubraniu: czerwony krążek z czarną kropką – partyzant, żółta gwiazda Dawida – Żyd, litera „P” – Polak. Więźniów torturowano. Przekłuwano im języki, wsadzano igły pod paznokcie, rozciągano mięśnie, podwieszano na hakach, łamano palce nóg i rąk, szczuto psami, bito pałami, wycinano im skórę i części ciała…

Została tu zgładzona prawie cała ludność miejscowości Horodyszcze, Stołowicze, częściowo Baranowicz i innych. Zgodnie z aktem komisji nadzwyczajnej byłego rejonu horodyszczeńskiego pod przewodnictwem sekretarza komitetu rejonowego Leśniczego S. P. tylko z miasteczka Horodyszcze zamordowano tu ponad 2 tys. Żydów.

Od połowy 1942 roku planowo niszczono tu ludność polską. W pierwszej kolejności – księży (około 100) z różnych regionów Polski, a także inteligencję (około 5 tys.). W listopadzie 1942r. zbudowano dwa piece kremacyjne, w których spalono 600 zwłok więźniów z Baranowicz i Stołpców.
W czasie istnienia obozu zabito w nim, zgodnie z informacją komisji nadzwyczajnej, która prowadziła dochodzenie w sprawie zbrodni faszystowskiej, ponad 22 tys. osób, mieszkańców Białorusi, a także Polski i Czech.

Dodaj komentarz